W środę w nocy dostałam smsa, że synek koleżance zachorował i wylądowali w szpitalu. Wyjazd stanął pod znakiem zapytania i rano przed pociągiem miałyśmy się zgadać czy jechać, bo ich pediatra chciała leczyć ich w domu.
Jednak rano dalej nie było nic wiadomo i już się nastawiłam, że zostaje w domu. W południe okazało się, że będą wychodzić. Tak więc szybkie pakowanie i złapałam jakiś popludniowy pociąg do Krk, a potem autobus do Z. I wieczorem po 22 zaczęły się ploty:). Mały został na noc z tatą w szpitalu, tak więc noc była nasza;).
Ponieważ rzadko się widzimy, a to moja najlepsza przyjaciółka, prawie jak siostra to nagadać się nie mogłyśmy i poszłyśmy spać ok. 4 nad ranem po uprzednim opróżnieniu martini ze spritem. Rano pobudka o 7.00 i pojechałyśmy do szpitala.
Później chwile pograłam w gry ze starszą córka w domu, czekając na ich powrót. Potem znów ploty i ploty. Mała impreza na mieście i ploty w domu już w towarzystwie jej męża. I tak znowu spać poszłyśmy nad ranem:) Sobota mineła bardzo szybko. Oczywiście na gadaniu;) i popołudiu wsiadłam w pociąg do Wawy. Miałam mężowi przywieźć oscypki na otarcie łez, że został w domu. Ale nawet czasu nie miałam by kupić. I tak musiał obejść się smakiem:)
Wróciłam do domu masakrycznie zmęczona, ale szczęśliwa:).
Jak to powtarzałam jej mężowi "nie przyjechałam się wsypać ani odpocząć tylko nagadać":).
Wyjazd udany. Oby częściej udało nam się spotykać.
W niedzielę pojechaliśmy z wizytą do teściów. I też było wyjątkowo miło. Nawet nasz pies dostosował się do sytuacji i grzeczny był;).
Dziś byłam na szybkich zakupach. Chciałam zachować się rozsądnie i pokupować książki do pracy. Ale pech chciał, że nie było:P. Weszłam do douglasa i zamast książek wyszłam z maskarą Heleny Rubinstein (genialna jest i poooolecam) i bluzeczką z orsay'a;). Wpadłam również kupić prezent dla innej kumpeli, której również urodziło się dziecko (kupiłam jeden na poprzednich zakupach, ale była strasznie dziwnie zaznaczona rozmiarówka i kupiłam za małe).
Teraz robię ogląd na mój bałagan (jak w jeden dzień mógł się zrobić to nie wiem:P) i zastanawiam się czy oddać się jakimś przyjemnym czynnościom, czy jednak ogarnąć ten bajzel:P
Naładowna pozytywną energią (oby starczyło jej jak najdłużej;P) z uśmiechem wkraczam w nowy tydzień i nawet nadgodziny mi nie straszne:P.
Pozdrawiam:)
Swietnie, wyjazd jednak byl pod znakiem zapytania ale jednak sie udalo....Troche zazdroszcze, bo mnie jakby co trzyma dom, do przyjaciolki mam prawie 2 tys.km...jakos nie wyszloby Nam na weekend...za to wspolne wakacje juz mamy w planach:) Caluski Ella
OdpowiedzUsuń