Jak pisałam 2 tygodnie temu byliśmy na chrzcinach. Droga była długa - duży ruch i na koniec wypadek na zakopiance więc mały korek się zrobił. Dojechaliśmy jakoś przed północą. Martini ze spritem już na nas czekało;). I nastał czas plotek.
W sobotę była bardzo brzydka pogoda - ciągle padało i było zimno. Wyskoczyliśmy z M. tylko na kawę i po oscypki (teraz nazywają się scypki) i wieczór spędziliśmy już w większym gronie znajomych i rodzinki K. w domu. Całe szczęście w niedzielę się wypogodziło i słonko wyszło. S
Same chrzciny, tzn. impreza byłą bardzo uroczysta i ładna oraz baaardzo duża (jak na chrzciny w których zawsze uczestniczyłam). Sam bohater jest tak pogodnym i wesołym dzieckiem. Miło było go rozpieszczać;).
W niedzielę wieczorkiem byliśmy już w domku. W poniedziałek nie poszłam do pracy, bo byliśmy u notariusza podpisać umowę sprzedaży naszego mieszkanka. Cieszę się, że się przeprowadzamy. Jednak na samo pakowanie robi mi się już słabo;). Potem 3 dni pracy i piątek znów miałam wolny. Tym razem pojechaliśmy do Sopotu odwiedzić naszego kolegę. Wyjazd był super. Szkoda, że taki krótki:(.
W piątek jak przyjechaliśmy poszliśmy coś zjeść, na piwko do pubu, połaziliśmy po Sopocie i do domu. W sobotę calutki dzień spędziliśmy na plaży (nie pomyślałam, aby wziąć strój kąpielowy, ale nogi udało mi się trochę opalić). Potem na rybkę i do sklepu i do domu przebrać się w coś cieplejszego. Wieczór spędziliśmy w najtańszym pubie - na sopockim molo, robiąc sobie ulubione drinki (M. z kolegą whisky z colą a ja martini ze spritem). W domu byliśmy ok. 2. To o czym gadaliśmy i jakie "fazy" łapaliśmy nie będę pisać, bo przez cenzurę nie przejdą. Ale powiem Wam, że wyśmiałam się na wszystkie czasy. Niedziela minęła już szybko i smutno mi było odjeżdżać. W domu byliśmy ok.00.
Podczas naszych wyjazdów nasz pies został w domu. Opiekowała się nim siostra M. za co jestem jej bardzo wdzięczna.
Teraz czeka mnie intensywny czas w pracy, a potem wielkie lenistwo - dłuuugi urlop. W międzyczasie na koniec czerwca musimy się wyprowadzić.
Jestem trochę zła na M., bo od dawna prosiłam, aby zarezerwował termin swojego urlopu na połowę lipca. On cały czas twierdził, że nie musi, bo jego współpracownicy w wakacje nie jeżdżą. A tu jednak jeden jeździ i nam zostaje praktycznie początek lipca, nawet nie połowa:/. Mimo wszystko pewnie gdzieś pojedziemy. Pytanie tylko gdzie .
Oh a u mnie za trzy tgodnie roczek chrzesniaka a ja dalej nie mam prezentu :/
OdpowiedzUsuńHmmm chrześniakowi to nie wiem co kupić można:) Chyba coś pamiątkowego? Tutaj miałam ułatwione zadanie i kupiłam takie coś samochodowe z fisherpric'a czy jak to się piszę:) i jakieś mniejsze zabawki:D Już się nie mogę doczekać kiedy będę swojemu kupować:)
OdpowiedzUsuńOj doczekasz sie doczekasz prezentow dla swojego dzidziusia-zobaczysz.
OdpowiedzUsuńO przeprowadzke sie nie mart, wszystko pojdzie sprawnie i szybko-troche stresu wiadomo nie zaszkodzi, ale nie wariuj- dacie rade.
My sie wprowadzilismy do chalupki w piatek, wpierniczylismy gdzie sie da te pudla i meble i wieczorem wyjechalismy na tygodniowe wakacje do Wloch hahhaa i bylo fajnie. Wlochy zaliczone, chalupka zrobiona:) Caluski Ella