Pracy w pracy duuużo. Ale to przez wakacje i koniec roku szkolnego.
W domu pracy też dużo - maile, maile itp.
Poza tym zamieszanie z przeprowadzką, kredytem itp. We wtorek wieczór u doradcy kredytowego, naszego poprzednika (konkurencja nie dorównuje mu:). Środa - wieczór w domu (udało się wstawić jedną pralkę, poczytać coś o wystroju, poradzić o wybuchach złości i skończyć książkę, ostanią część Millenium (nie pytajcie o której poszłam spać). Czwartek - wiczorkiem mecz PL -FRANCJA. Trochę się spóżniliśmy, bo najpierw stanęliśmy w złych bramkach, gdzie były mega kolejka. Ale udało nam się cało (!) wyjść z tłumu i przejść do innego wejścia, gdzie na szczęście było mniej ludzi. Mecz fajny (mimo przgeranej PL), atmosfera przyjamna, miejsca mieliśmy super to i widowisko oglądało się rewelacyjnie:).
Piątek - obiecałam sobie punktualne wyjście z pracy, oczywiście nic z tego nie wyszło i do domu poszłam jakieś 2 h później przez co ominęła mnie kawka u koleżanki.
Sobota - uganialiśmy się po sklepach (kafelki i inne pierdoły oglądaliśmy). Niedziela do pracy i wieczorem koncert muzyki filmowej w sali kongresowej (mają stare krzesła i tyłek bolał mnie cały wieczór:D).
W tym tygodniu było dużo rad (jedna z nich bardzo nieprzyjemna), próbowałam w wolnej chwili ogarnąć dokumentacje. Wczoraj zakupy, dziś sprzątanie. I weekend spędzimy z moją mamą i synem kuzynki:).
I musimy wycenę w międzyczasie zrobić.
Udało mi się w tej całej lataninie przeczytać nową książkę Zafona - i mimo "solidnych" zakupach na targach książkowych na wakacje mało co zostało:D.
Za literówki, błędy stylistyczne z góry przepraszam, ale czasu brak;/.
Idę robić kolację:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz