poniedziałek, 11 lipca 2011

Wakacje:)

Przeprowadzać skończyliśmy się ok. 23.00. M. był tak skrajnie zmęczony, że nosząc kartony z dokumentami do naszych znajomych dobijał się piętro niżej i nie zauważył tego;).
Ponieważ znajomi u których w lipcu sobie mieszkamy chodzą spać z kurami, lubią ciszę itp. noc przed odlotem spędziliśmy w hotelu blisko lotniska, by móc oddać się radośnie zabiegom pielęgnacyjnym i na spokojnie złapać oddech z zakończeniem przeprowadzki:). Parę godzin snu i rano na lotnisko. Mieliśmy farta, samolot był tylko troszkę opóźniony. I tak prawie o czasie wylądowaliśmy z Turcji.

Turcja.
Nerwowych kierowców tam mają;) Światło czerwone im nie grożne, a kto nie rusza równo na pomarańczowo- zielonym strąbionym zostanie;).
Mieszkaliśmy w hotelu jakieś 4 km za Alanya. Hotel czysty, ładny, 5* i jedzenie też było pycha. Sympatyczni animatorzy. Jeśli dzień spędzialiśny w hotelu, to po śniadaniu szliśmy na leżaczki nad morze i tam spędzialiśmy calutki dzień (kąpiele, siatkówka, opalanie itp.). Potem w pokoju ogarnąć się i na kolacje, a potem na dach gdzie odbywały się różne imprezy. Po zakończeniu imprez w hotelu, można było z animatorami na disco jechać i tak też 2 razy poszliśmy potańczyć. Najlepiej dogadywaliśmy się z dj'em. Na pożegnanie dostaliśmy od niego płytkę z jego muzyką, a on od nas zapaliczkę (wiem wiem oryginalnie:P).
Na pierwszej imprezie była też taka inna para, i myśleliśmy że są anglikami (mieli naprawdę dobry akcent) i tak sobie gadaliśmy po angielsku, a na drugiej imprezie słyszymy jak oni po polsku rozmawiają  z takim chłopakiem który też okazał się polakiem;). Śmiesznie:).
Co do alkoholu. Takich mocnych drinków jak tam to w życiu nie piłam (zarówno w barze hotelowym jak i na dyskotekach). Tak, że dużo ich nie wypiłam, bo nie dałam rady. No ale jak się potem okazało to i dobrze się złożyło:D.
Poza tym odbyliśmy 3 małe wycieczki.
Pierwsze było jeep safari - mój M. na początku nie chciał na to jechać, ale potem stwierdził, że jednak woli taką wycieczkę niż następne zwiedzanie. No i nie żałowaliśmy. Przede wszystkim piękne widoki - trasa prowadziła przez kawałek gór Taurus. No i bardzo fajna ekipa prowadziła ten wyjazd. Byłam nimi zachwycona. Taką dobrą energię dawali:). A Indianin był najlepszy:).
Na drugą wycieczkę wybraliśmy się do Pamukkale. Ta wycieczka była już bardziej męcząca (długi czas podróży i siedzenia  w autokarze; wyjazd o 4 nad ranem, a powrót ok.23.00). Jednak warto było. Widoki także przepiękne, ten biały kolor i lazurowa woda. Ślicznie. Wykąpaliśmy się także w basenie Kleopatry:P. A co młodsi wyszliśmy stamtąd co najmniej o 4 lata:P.
Na tej wycieczce trafił nam się śmieszny przewodnik - Turek, który mówił po polsku. Ma żonę polkę i mieszkają sobie w Turcji. Całą drogę opowiadał nam zarówno o niej jak i o  polskiej teściowej:). Ciekawe czy te kobiety uszy pieką, bo pewnie bohaterkami są na każdej jego wycieczce z polakami.
Na koniec wybraliśmy się do Alanyi. Busik hotelowy dowiózł nas do centrum, a wróciliśmy sobie jakimś lokalnym przewoźnikiem. Poszwendaliśmy się, zrobiliśmy małe zakupy, poszliśmy sobie na obiadek i wieczorem wróciliśmy do hotelu.
I tak minął nam tydzień. Ponieważ nie widziałam Kapadocji, ani nie wzięłam udziału w raftingu:) no i jeśli ta sama ekipa organizowałaby nocne jeep safari to również i w tym bym chciała wziąć udział, to za rok chcieliśmy z M. również tu przyjechać. Jednak życie pisze różne scenariusze i mam nadzieję, że za rok jednak nie damy rady:D i będziemy się cieszyć polskim morzem:D.
Wylatywaliśmy o 3.30 rano i lot był opóźniony. Tak więc drzemałam sobie na lotnisku do ok.6.00, bo dopiero wtedy udało się wylecieć. Warszawa przywitała nas cała w chmurach, mgle i deszczu. Bleeeh. Od czasu przyjazdu pogoda jest w kratkę.
Podsumowując. Wakacje były bardzo udane. Przede wszystkim wypoczęłam psychicznie (ani razu nie myślałam o pracy, remontach, wykończeniach, kredycie itp.). Fizycznie byłam zmęczona, ale to nie ma dla mnie znaczenia. Liczy się ten psychiczny luz. I to jest cudowne w wakacjach:).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz