Nazbierało mi się zaległości, ale jakoś ogarnąć się nie mogę.
Długi weekend listopadowy spędziliśmy u mamy. Czas mieliśmy wypełniony na maxa.
Najbardziej się cieszę, że udały się urodziny mamy. Popołudniu poszliśmy do restauracji na obiad itp. (pyyyyszny był), poucztowaliśmy, pogadaliśmy. Następnie M. odwiózł babcię do domu i poszliśmy gdzieś potańczyć (rodzaj lokalu był wypośrodkowany ze względu na wiek). Dołączyli do nas moja kuzynka z mężem. Nawet w myślach by mi nie przeszło, że będę kiedyś mamą w jakimś klubie. Ale czego się robi dla solenizantki;). Trzy dni minęły bardzo szybko i nim się obejrzałam, trzeba było się zbierać do domku.
W tygodniu miałam, mało fajną sytuację w pracy. W sumie jak się później okazało, było to nieporozumienie. Ale niesmak pozostał.
Nie zdążyłam napisać do końca. Skończę później, bo teraz muszę lecieć:).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz