Po wizycie u lekarza i ostatecznej diagnozie pojechałam do mamy. Dobrze mi ten wyjazd zrobił, bo nie miałam czasu rozmyślać. Na początku miałam pojechać na 5 dni. Ale pobyt przedłużyłam sobie na o kolejne 7 dni. Jedynym minusem była tęsknota za mężem, bo kontakt telefoniczny, mailowy czy przez gg jest dla mnie zbyt mały. Poza tym było fajnie. Z mamą chodziłyśmy skrajnie nie wyspane, bo obie lubimy chodzić późno spać no i gadułami jesteśmy. Na początku byłam w Berlinie, potem przyjechałyśmy do Polski i zamiast wracać do Wawy znów pojechałam do B. a później do Pl i potem do domu do Warszawy.
Nabyłam trochę nowych ciuchów, materiałów do decoupaqe i scarpbookingu.
Che che wracając do domu byłam tak stęskniona za M., że poprosiłam abyśmy spali w hotelu (w mieszkaniu koleżanki pomieszkiwał też jej brat;). No i było fajnie:D. M. przygotował romantyczny wieczór.
Następny dzień minął mi na odsypianiu.
A w następny ponieważ nie doszło do poronienia musiałam stawić się w szpitalu. Pojechałam do jakiegoś nowego, najbliżej znajdującego się. Lekarz zrobił usg i powiedział, że nie było to tzw. puste jajo płodowe. Bo mały zarodeczek był:( Tylko szybko umarł:(. Diagnoza jakoś mnie na nowo "rozstroiła". Wyszłam z gabinetu z tymi zdjęciami i faktycznie było widać. Takiego malutkiego konika morskiego. Pojechałam do domu. I całe przeżywanie zaczęło się od nowa. Wtedy zaczęłam żałować, że czekałam te 2 tygodnie. No ale nic nie dzieję się bez przyczyny.
Wieczorem ponownie zgłosiłam się do szpitala. Położyli mnie na sale (przebrałam się szybko w swoją koszulę nocną czyt. ominęło mnie noszenie seksownej "wszystko na wierzchu" koszuli szpitalnej). Lekarka wepchnęła mi tabletki, które wywołały poronienie. Brzuch mnie zaczął boleć jak na jakiś mega okres jakąś godzinkę po podaniu leków, ale pielęgniarz olał moją prośbę na coś przeciwbólowego. Skwitował "za wcześnie panią boli". Ponieważ ból się zwiększał i już nawet normalnie leżeć nie mogłam, ani gadać . Sąsiadka poszła po tego wiedzącego czy ma prawo boleć czy nie pielęgniarza, który dał mi kroplówkę. Jakoś się facet rozkręcił, bo potem nawet mi trochę zwiększył.
Lekarz u którego byłam potwierdzić ciąże nie wyjaśnił mi, że podczas poronienia nie tylko masz krwawienie, ale też wylatują różne tkanki, skrzepy itp. Które w szpitalu potem badają. Nie wiem czy z tego badania wyniki pomogą wskazać przyczynę poronienia, jednakże byłabym zupełnie nie przygotowana jakby zaczęło się w domu. W szpitalu odstałam swój prywatny słoik, do którego miałam sikać itp. O uczuciach jakie mi przy tym towarzyszyły nie będę pisać.
Rano zrobili mi nowe usg i w całym tym nieszczęściu była jedna dobra wiadomość, że nie muszę już mieć zabiegu łyżeczkowania. I tak M. mnie odebrał gdzieś ok.11.
Zawsze latam prywatnie do lekarzy, zawsze wykonuje solidnie badania (czasami nawet więcej) i wiem, że po tym zdarzeniu można było parę rzeczy przebadać by coś wykluczyć. Ale pierwszy raz w życiu nie miałam siły. Psychicznej. Nawet odeszła mi chęć na szybkie staranie się na nowo. To jest stan normalny - stratę trzeba przeżyć. Dziś minęło 2 tygodnie. Za tydzień mam iść na kontrolę do gina z wynikami ze szpitala. Zobaczę jak zmierzę się z tym. Powoli chęć o staranie się naradza się od nowa. Ale na myśl o lekarzach, badaniach odstręcza mnie.
Mam też w sobie ogromny lęk. Panicznie boję się, że wszystko się powtórzy. I wiem już, że jak dane mi będzie być drugi raz w ciąży to trudno będzie mi odpędzić czarne myśli.
Cały dzień byłam ogłupiała, ale musiałam popakować nasze rzeczy, by M. mógł je wywieść do naszego wynajmowanego mieszkania.
Wszystkie te Twoje przezycia czyta sie z ciezkim sercem, przykro mi,ze musialas przez to przechodzic.Kochanie tule do serca iw ierze,ze jeszcze sloneczko sie usmiechnie i bedziesz dumna mamusia:)
OdpowiedzUsuńTule Lisa
Dlaczego tak trudno przychodzi ludziom to, czego sie najbardziej pragnie..? no ale mysle ze szaleńcza noc stęsknionej żony ze stęsknionym mężem w hotelu była fantastyczna;) czekam na dalsze relacje:) buziaki Krótkoszłapka
OdpowiedzUsuń