Już od ponad tygodnia rozpoczęła się praca. I ilość czasu wolnego się skurczyła.
Zalatana jestem i "zagadana". Bo dużo ostatnio z M. rozmawiamy. Mimo, że jesteśmy dość zgranym małżeństwem (nie lubię takich określeń, ale nie chcę wchodzić w szczegóły) i widać nasze zaangażowanie, to pewnie jak wszędzie są lepsze i gorsze chwile. Mniejsze i większe nieporozumienia czy jakieś niedogadania. No i na te rozmowy (konstruktywne) przeznaczamy dużo czasu:).
Wczoraj biegałam po sklepach za sukienką na wesele. Coś tam znalazłam i wzięłam taką aby co nosić i podczas innych okazji:)
Dziś muszę ogarnąć dom, pojechać do naszego "magazynu", kupić buty, doradcy donieść dokumenty do kredytu i wieczorem pójść na imprezkę. Ach i do pralni by wypadało pojechać, bo mamy już mało czystych ubrań:). No i chciałabym pójść do fryzjera podciąć końcówki. Ale zobaczę jak się powyrabiam. Na luzie pod chodzę:).
Wysłałam też zgłoszenie do szkoły. Czekam na odpowiedź czy mnie przyjmą na kurs kwalifikacyjny. Jednakże ciągle mam opory - bo to taką dużą kasę kosztuje:/. I nie wiem zwyczajnie czy nas stać:(.
Mam parę dni do namysłu.
Miłego weekendu:)
Nie no napewno cos wykombinujecie z kasa na szkole...ale pytanie czy dyplom Ci w czyms pomoze czy schowasz go do szuflady.
OdpowiedzUsuńJak podniesie Twoje kwalifikacje,pomoze w znalezieniu dobrze platnej pracy to warto kochana inwestowac.
Wiec do dziela,nie boj sie ryzyka. Kto nie ryzykuje ten nie ma rawda?!
Caluski cieplusie Lisa
Ps. chwal sie sukienka...hahha Ja tez kupilam na rocznice slubu, moze i Ja zobaczysz na blogu tralallalal.
Nio ja tak jak Lisa czekam na kreacje i buciki oczywiscie :)
OdpowiedzUsuńMilego :***