piątek, 16 września 2011

Praca zaczęła się na  całego więc i czasu mało. Mam dużo roboty, latam jak z pieprzem:). A i w domu dużo zrobić muszę, by wszystko było cacy w pracy;).
Udało nam się podpisać umowę w banku. Wstępny odbiór mieszkania już zrobiliśmy i wskazaliśmy parę usterek. Na całe szczęście są to drobnostki. Pomagał nam w tym pan który się na budowlance zna. Ale oficjalny odbiór zrobimy już sami, bo nie ma co płacić komuś ponownie. A te usterki damy radę sami zobaczyć czy są naprawione.
Na Bartyckiej się ucieszą, bo nasze kafelki (już dawno zapłacone) leżą i oczekują na przewóz;).
Znów mieliśmy jedną przeprowadzkę - ulicę dalej. Siostra M. wynajęła mieszkanie już na studia i na razie jej pokój jej wolny więc zamieszkaliśmy, by zaoszczędzić kasę. To poprzednie mieszkanie wychodziło drogo. Pod koniec wrześnie pewnie wrócimy tam na jakieś 2-3 tygodnie.
Nie mamy warunków do gotowania i codziennie jemy coś na mieście i powoli zaczyna mi się marzyć jakieś nasze domowo - ulubione danie.
No i pralka. Te pralnie dostępne w Wawie są bardzo upierdliwe.
A co poza tym? Dzień jak co dzień;). W tygodniu praca, potem jakiś wspólny obiad, załatwianie miliona spraw i sen. W weekend zazwyczaj jakieś wyjścia (imprezy na mieście, wesele, spotkania ze znajomymi). Zmęczenie ostatnio daje mi się we znaki, ale głównie w tygodniu, bo w weekend udaje mi się odespać trochę.
Odebrałam wyniki histopatologiczne i w sumie nic z nich nie wiem. Ale umówiłam się już do ginka na kontrolę i może po tej wizycie stanę się mądrzejsza.
No i od dwóch dni mam w sobie taki pokład złości, że mogłabym rozwalić ścianę. Na mamę, na innych, na życie. Kurwa jedna zła decyzja, jedno zachwianie asertywności, brak  "pomyślunku", zapatrzenie i zaślepienie wtedy kiedy powinno się mieć oczy szeroko otwarte i tyle kłopotów. A najgorzej, że nie mogę mamie pomóc. Bo to jest zależne od kasy, a jej nie mam. Kredytu takiego też nie dostanę, bo mamy już to mieszkanie (zresztą wcześniej mieliśmy inne). A nikt mi nie rozłoży takiej kasy na 5 lat. Wiecie wcześniej też był kryzys, ale traktowałam to w stylu "trudno", mleko się rozlało, oparzyło ale ważne że da się funcjonować. A ostatnia sytuacja mnie przerasta. Dobrze, że mam silną mamę, bo ktoś inny chyba miałby poczucie "nie mam po co żyć".
No nic może i z tej sytuacji jest jakieś wyjście. Ale pierwszy raz chyba i mnie ta sytuacja trochę przerosła.

Weekend po tytułem: "wykończenie mieszkania" i "nabranie dystansu" oraz "rozluźnienie się";).

Muszę spadać, bo M. dzwonił i na obiad idziemy:).
Życie w centrum jest bardzo intensywne:P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz